Stadnina Koni Huculskich
w Nielepicach

Poznaj Huculszczyznę

2012.12.01, 21:47

Historia.

Historia Huculszczyzny nie jest do dziś wyjaśniona. Wiadomo, że zamieszkiwał ją "lud rosły, dość dziki, trudniący się głównie pasterstwem, częściowo rozbojem". Cechą osobliwą Hucułów, wyróżniającą ich spośród innych górali karpackich, było to, że wyhodowali własną rasę koni i potrafili się nimi posługiwać. Wszyscy; mężczyźni, kobiety i dzieci. Pierwsze, bardziej obszerne opisy Huculszczyzny oraz Hucułów, zawdzięczamy Baltazarowi Hacquet (1739 - 1815), lekarzowi, uczonemu i podróżnikowi, który odwiedził te tereny pod koniec XVIII w. Późniejsze opisy zawdzięczamy wielu znanym podróżnikom i etnografom (W. Pol,  Ł. Gołębiowski, O. Kolberg, W. Szuchiewicz, S. Witwicki, F. Ossendowski, M. Dowie).

Mimo wielu prób, nie wyjaśniono do dzisiaj pochodzenia Hucułów. Przez długi czas uważano ich za górali rusińskich, bowiem posługiwali się ruskim językiem i wyznawali wiarę prawosławną. Przeczy temu jednak ich zdecydowana niechęć do uprawy roli, która była charakterystyczną cechą Słowian. Wywodzono ich także od Rumunów oraz od Wołochów. Najbliższa prawdy wydaje się jednak być hipoteza przedstawiona w "Rusi Karpackiej" przez O. Kolberga, sugerująca, że przodkami Hucułów było koczownicze plemię Uzów, pochodzenia turkijskiego. Kolberg w swojej pracy dość szczegółowo rozwodzi się nad historią plemion koczowniczych, sąsiadujących od wschodu z Rusią. W konkluzji podaje, że Uzowie (ruskie określenie Torki) zostali pokonani przez Połowców (Kumanów), a resztki tego plemienia zawędrowały w Karpaty i dalej, na niziny węgierskie, aż do Bułgarii. Ciekawostkę może stanowić fakt, że część autorów (W. Pol) uważa, że Uzowie przemieszani z Pieczyngami, zajęli najpierw tereny w dorzeczu górnej Cisy (dawne siedziby Bojków), by z czasem przemieszczać się w kierunku wschodnim i południowym. Te wydarzenia nastąpiły na przestrzeni XI/XII w. a więc w okresie poprzedzającym najazdy Mongołów. K. Mokłowski, historyk sztuki i badacz kultury ludowej (urodzony w Kosowie), przytacza w swej pracy "Sztuka ludowa w Polsce" szereg przykładów potwierdzających tę tezę. O stepowym rodowodzie Hucułów ma świadczyć ich najstarsze budownictwo (drewniane koliby, budowane na wzór skórzanych namiotów koczowników), zdobnictwo (geometryczne wzory nawiązujące do "mierzwy", czyli mat sporządzanych z trawy) oraz w elementach strojów (dawne nakrycia głowy przypominały do złudzenia tatarskie "kołpaki").

Z całą pewnością jednak, na istniejącą kulturę huculską miała wpływ bardziej zaawansowana kultura Rusi, ludów o pochodzeniu bałkańskim oraz Wołochów, którzy kolonizowali te tereny na przestrzeni niemal 300 lat. Ślady tych wpływów zachowały się do chwili obecnej, głównie w kulturze materialnej i duchowej Hucułów.

Kultura materialna.

Kultura materialna Hucułów była tworzona w pewnej izolacji przestrzennej. Wysokie, dzikie góry, gęste lasy i bystre, niebezpieczne rzeki odgradzały ich od sąsiadów. Stąd, mimo iż ulegali wpływom obcych kultur (głównie ruskiej i bałkańskiej), zachowali pewną odrębność strojów, budownictwa, zdobień. Zachwyty nad niezwykle barwnym strojem Hucułów wyrażali już XIX wieczni podróżnicy i etnografowie. Zwracali uwagę na piękne hafty, skórzane aplikacje, kolorystykę strojów. Strój męski miał podkreślać dziarskość i wojowniczość jego właściciela, stąd jego "agresywna" kolorystyka oraz wiele akcesoriów wojownika. Stroje kobiet miały podkreślać ich urodę i powabność. Powszechnie uważano stroje Hucułów za najpiękniejsze spośród wszystkich strojów plemion góralskich w Karpatach. Równie wysoką ocenę uzyskała ceramika huculska, głównie za sprawą znakomitych artystów z rejonu Pistynia i Kosowa (Aleksander Bachmiński, Michał Baranowski) oraz prace snycerskie (rodzina Skryblaków). Ale należy podkreślić, że bezimienni Huculi potrafili zadziwiająco pięknie zdobić niemal wszystkie przedmioty, jakimi się na co dzień posługiwali (naczynia drewniane, rękojeści narzędzi, fajki, torby skórzane, rzędy końskie, instrumenty muzyczne), a Hucułki uchodziły za prawdziwe mistrzynie w barwieniu wełny, tkactwie, hafciarstwie oraz ... w zdobieniu pisanek, które do dziś uchodzą za jedne z najpiękniejszych na świecie.


Kultura duchowa.

Nie zachowały się zabytki piśmiennictwa huculskiego. Być może, w ogóle ich nie było. Zachowała się natomiast ich oryginalna muzyka, wraz z archaicznymi pieśniami kolędniczymi, pięknie opisanymi przez Justynę Cząstka-Kłapyta w obszernej pracy "Kolędowanie na Huculszczyźnie". Innym przejawem kultury duchowej Hucułów jest ich obrzędowość. Silne przywiązanie do obrzędów ma związek zarówno pasterskim trybem życia, naturalnym rytmem przyrody, jak i silnym przywiązaniem do wiary prawosławnej. Huculi słynęli jednak z przesądów, wiary w zabobony, czary. Niemal każde święto obchodzone przez Hucułów miało swój dawny, przesądny "podtekst". Ciche zaklęcia, wróżby, wplatanie kolorowych wstążek w grzywy i ogony zwierząt, zapach dzikich ziół, to spotykane także dziś elementy obchodzonych nabożnie świąt. Ciekawym reliktem kultury i obyczajów huculskich był, zapomniany już dzisiaj całkowicie, ceremoniał zawierania ustnych umów pomiędzy zwierzchnikiem pasterzy stad (watahem), a gospodarzami powierzającymi mu swoje zwierzęta. Umowa potwierdzana była "rewaszem", rodzajem drewnianych tabliczek z wyrytymi, tajemniczymi znakami. Jedną z tabliczek otrzymywał właściciel zwierząt, drugą zachowywał watah. Ustalenia zawarte w "rewaszach" były święte, nie naruszalne. Nie zachował się, niestety, do chwili obecnej żaden egzemplarz "rewasza". Możemy tylko dać wiarę St. Vincenzowi, opisującemu w pięknej epopei "Na wysokiej połoninie" ten dawny obyczaj, potwierdzający bardzo honorowy sposób traktowania danego słowa. Huculi byli jednak zazwyczaj traktowani jako rozbójnicy. Ich porywczy charakter, skłonność do bójki i zwady, niechęć do ciężkiej pracy, były podkreślane przez wielu dawnych autorów. Hucułkom natomiast, wśród których nie brakowało niezwykle urodziwych dziewcząt, zarzucano nadmierną rozwiązłość, co niektórzy badacz wiązali z obowiązującym w koczowniczych plemionach matriarchatem. Takie opinie przytaczał B. Hacquet, Ł. Gołębiowski, W. Pol. Współczesnych podróżników po Huculszczyźnie należy jednak uprzedzić, że były to bardzo, bardzo dawne opinie.


Kontakty Stadniny z kulturą huculską.

Kontakty naszej Stadniny z kulturą huculską datują się już od wielu lat. Dysponujemy bogatym zbiorem oryginalnych strojów huculskich, ceramiki oraz innych wytworów rękodzieła ludowego. Stadnina była uczestnikiem III Festiwalu Kultury Huculskiej w Krakowie (2008 r.) oraz współorganizatorem Międzynarodowego Festiwalu Kultury Huculskiej p.n. "Słowiańska Atlantyda" (2011 r), na których prezentowała konie huculskie wraz z grupą jeźdźców w huculskich strojach ludowych. Korowody jeźdźców huculskich prezentowano w centrum Krakowa, a na krakowskich Błoniach oraz pod ojcowskim Zamkiem prezentowano występy dziewcząt ze "szkółki jeździeckiej" Stadniny. W 2009 r Stadnina była gospodarzem międzynarodowego projektu p.n. "Hucuł - mały konik, wielki duchem", w którym wzięła udział młodzież z Niemiec, Polski, Słowacji i Węgier, zapoznając się z kulturą huculską oraz z końmi tej rasy. Do chwili obecnej trwa sympatyczny kontakt naszej Stadniny z ośrodkami hodowlanymi i jeździeckimi na Węgrzech (Szigetcsep) oraz Słowacji (Sihle), biorącymi udział we wspomnianej imprezie. Wielokrotnie gościliśmy ludowe zespoły muzyczne z Huculszczyzny (Romana Kumłyka, Nikołaja Iljuka), prezentując piękny folklor huculski gościom Stadniny oraz mieszkańcom Nielepic. W 2007 r. grupa jeźdźców naszej Stadniny, w huculskich strojach ludowych, zaprezentowała barwny występ na Międzynarodowym Championacie Koni Rasy Huculskiej  - HIF w Klikowej, wg scenariusza Wł. Kario. Nadmienić należy, że nasza Stadnina nadal promuje kulturę huculską zarówno wśród odbiorców krajowych, jak i wśród naszych gości zagranicznych, głównie z Francji, Niemiec, Holandii.

Dla przypomnienia podamy, że do 2010 r odbywały się na terenie naszej Stadniny eliminacje do Championatu Użytkowego Koni Rasy Huculskiej w Gładyszowie (Regietowie). Nielepicki tor do "ścieżki huculskiej" uchodził za najtrudniejszy i jeden z najpiękniejszych w kraju.

Konie huculskie.

Najbardziej znanym dziś wytworem kultury Hucułów są ich konie. Historię tej osobliwej rasy przedstawiła wyczerpująco w swej znakomitej pracy p.t. "Konie huculskie  -  historia rasy" Katarzyna Kwiecińska-Olszewska. Wystarczy zatem dokonać kilku uzupełnień, by mieć wyczerpującą wiedzę na temat odległej historii tych koni, obecnego stanu hodowli, jak również jej przyszłości. Niemal wszyscy autorzy, dokonujący opisu tej rasy koni, rozpoczynają swoją opowieść od przytaczania obiegowej opinii, że pierwsza wzmianka o koniach huculskich (pokuckich) ukazała się w dziele "Hippica, to jest o koniach xięgi", wydanym w 1603 r., autorstwa Krzysztofa M. Dorohostajskiego, Marszałka Wielkiego Litewskiego. I tu przykra niespodzianka, wykazana przez wspomnianą powyżej K. Kwiecińską-Olszewską. Otóż w reprincie tego (nieco trudnego w lekturze) dzieła, pochodzącym z 1861 r, który jest od pewnego czasu dostępny w sprzedaży, nie ma ani słowa o koniach huculskich, pokuckich ani karpackich. Okazuje się, że ta zasłyszana od innych opinia, była bezkrytycznie powtarzana przez całe lata, bez sprawdzenia źródła. Czy zatem jest zupełnie nieprawdziwa ? K. Kwiecińska-Olszewska próbuje wyjaśnić tę zagadkę sugerując, że mógł istnieć wcześniejszy reprint (oryginał dzieła zaginął ?), w którym taka wzmianka się znajdowała. Cóż, należy poczekać, aż powodzeniem zakończy się poszukiwanie owego, wcześniejszego reprintu dzieła, lub jego pierwowzoru. Pewną wskazówką, że jednak "coś jest na rzeczy" jest krótka wzmianka zamieszczona w monografii o hetmanie koronnym, Stanisławie Koniecpolskim, autorstwa Leszka Podhorodeckiego (rok wyd. 1978), odnosząca się do najazdu ordy Kantymira (1622 r) na Pokucie. Otóż "... tylko górale pokuccy odważyli się stawić czoła najeźdźcy i w jakiejś potyczce odebrali mu nieco jeńców i łupów ...". Należy przypomnieć, że na Pokuciu nie było w tym czasie innych górali oprócz Hucułów oraz, że w tych czasach z Ordą wojowało się wyłącznie konno. Stąd, być może odważny wniosek, że w potyczce brali udział Huculi na swoich rączych koniach, dorównujących tatarskim. Obydwa zdarzenia (rok wydania dzieła K. M. Dorohostajskiego oraz owej potyczki) dzieli zaledwie 19 lat! Późniejsze, tragiczne wydarzenia jakie miały miejsce w Rzeczpospolitej (wojny kozackie, ekspansja Turcji, rozbiory Polski) nie sprzyjały ani zainteresowaniu losem Hucułów, ani ich koni. Kolejne wzmianki w literaturze, odnoszące się do tej tematyki, pojawiały się dopiero na przełomie XVIII/XIX w. (B. Hacquet, Ł. Gołębiowski, W.Pol) wskazując na silne związki Hucułów z hodowlą i użytkowaniem koni. Uważna lektura wspomnianej pracy K. Kwiecińskiej-Olszewskiej prowadzi jednak do smutnej konstatacji. Otóż od 1856 r. to jest od chwili utworzenia przez Martina Herrmanna, pułkownika austro-węgierskiej armii, pierwszej państwowej Stadniny Koni Huculskich w Łuczynie (Rumunia), następuje z większym lub mniejszym nasileniem psucie tej rasy koni. Armia cesarska selekcjonowała tę rasę w kierunku jej przydatności dla potrzeb militarnych. Stąd eliminowanie koni jasno umaszczonych (siwych, izabelowatych, bułanych, srokatych), zwracanie uwagi na masywność koni użytkowanych głównie w taborach. Rzecz jasna, że efekty te próbowano uzyskać także poprzez krzyżowanie koni huculskich z innymi rasami (m. innymi konie szeklerskie, arabskie). W późniejszym czasie dołączono niefortunne próby poprawiania eksterieru koni huculskich, "skątowania" ich nóg, podniesienia wzrostu  oraz wyprowadzenia tej rasy na niziny, gdzie szybko się wyradzała. Za każdym razem, gdy kolejne eksperymenty hodowlane nie przynosiły spodziewanych efektów, a wręcz przynosiły obniżenie wartości koni huculskich, organizowano kolejne ekspedycje w głąb Huculszczyzny, by u tamtejszych górali znaleźć dobre, dzielne konie tej rasy. Stąd dość oczywisty wniosek, że uważani za prymitywnych hodowców górale, znali się na hodowli swych koni daleko lepiej, niż kawalerzyści cesarscy oraz "znawcy" koni odpowiadający za podtrzymanie tej cennej rasy. Dość stwierdzić, że już w 1878 r. J. Gregorowicz, znawca Huculszczyzny i koni huculskich, kieruje do władz Galicji "Memoryał ..." o koniach huculskich, wskazujący na stopniowy upadek hodowli tej rasy wśród górali, drastyczne zmniejszenie się liczby hodowanych koni oraz spadek ich jakości. Zaledwie 22 lata od chwili powołania pierwszej Stadniny tej rasy! Jako przyczyny podaje niefortunne decyzje władz austro-węgierskich w zakresie organizacji hodowli terenowej (m. innymi nakaz kastracji ogierów nie posiadających licencji komisji kwalifikacyjnych, w warunkach, gdy te komisje w ogóle nie docierały w góry!) oraz wykup najlepszych koni (w tym ogierów) przez handlarzy, przy braku możliwości zastąpienia ich wartościowymi następcami (przymusowe kastrowanie nieuznanych ogierów). Nieco później nastąpiły kolejne katastrofy dziejowe, w postaci I i II Wojny Światowej, które doprowadziły do drastycznego zmniejszenia pogłowia tej rasy oraz dość przypadkowego krzyżowania koni huculskich z innymi rasami. Ze smutkiem trzeba powiedzieć, że po okresie wielkiego wysiłku hodowców tej rasy koni, jaki nastąpił po II Wojnie Światowej, pozwalającego na odbudowanie pogłowia koni huculskich, rozpoczęto kolejne, niefortunne działania. Bez głębszego uzasadnienia wyeliminowano z dalszej hodowli ogiery huculskie maści kasztanowatej. Pozostawiono jednak kasztanowate klacze wierząc, że tylko ogiery są odpowiedzialne za dziedziczenie umaszczenia. Kontestowane jest obecnie umaszczenie srokate, ze słabym, niestety, uzasadnieniem, że w genomie tych koni zbyt blisko siebie są rozmieszczone geny odpowiadające za maść z genami letalnymi. Takie decyzje ograniczają i tak już mocno spokrewnioną z sobą populację koni huculskich, nie biorą pod uwagę upodobań poszczególnych hodowców, które zawsze miały znaczącą rolę w kierunkach hodowli. Lecz istnieje znacznie gorsze zagrożenie dla dalszej hodowli koni rasy huculskiej. Jest nim wyprowadzenie tej rasy poza obręb gór i pogórza, zaoferowanie koniom zbyt luksusowych warunków bytowania, istotne zmiany w ich użytkowaniu. Nic wielkiego by się nie działo, gdyby na niż zawędrowały wałachy oraz konie wyeliminowane z dalszego rozrodu. Jednak pozostawienie w takich warunkach ogierów i klaczy zarodowych, doprowadzi z czasem do ich wyradzania się, zaniku cech konia górskiego oraz osłabienia wrodzonej odporności. Już kilka razy okazywało się (m. innymi w latach "międzywojennych" w Małopolsce i na Słowacji), że to droga do "nikąd". Także dziś, można zaobserwować podczas pokazów koni huculskich "na płycie" oraz na "ścieżkach huculskich", zmianę sylwetki tego konia, jego wydelikacenie. Odbudowa rasy po katastrofach wojennych trwała kilkadziesiąt lat, jej ponowne osłabienie może potrwać znacznie krócej. Tyle tylko, że kolejne ekspedycje "znawców" nie znajdą już dobrych koni u huculskich górali. Ich już tam nie ma.